w przyszłym tygodniu


W przyszłym tygodniu się już zaczęło i jest bez zmian. Jedyne, co nie sprawia mi dyskomfortu, to sen. Pozycje inne niż horyzontalna są bolesne. Krótko mówiąc - cały dzień leżę plackiem.
Wróciłam do Warszawy w niedzielę, ledwie żywa, dobrze, że Kapitan był ze mną w podróży powrotnej, miałam się na kim wesprzeć. Rzyganie w kiblu w pociągu... szkoda gadać.
Jedyną rzeczą, która dzisiaj mi smakuje, jest woda z zagęszczonym sokiem malinowym.

Więc śpię. Śnią mi się rzeczy niestworzone. Dzisiaj na przykład brałam udział w pewnym eksperymencie. W żyłach moich i niewielkiej grupki ludzi umieszczono maleńkie rybki. Pływały sobie we krwi. Dodatkowo badano naszą reakcję na zamknięte pomieszczenia. Część z nas brała udział w grupowej pogadance, siedząc na wielkich czarnych pudłach, podczas gdy reszta była w tych pudłach zamknięta (abyśmy się w nich pomieścili, zamieniono nas w czarne koty). Jeśli ktoś nie mógł już wytrzymać w pudle, wychodził i już jako człowiek opowiadał wszystkim, z czym miał największy problem i dlaczego nie mógł pozostać w zamknięciu.
Potem pogadanka się skończyła, pakowaliśmy swoje rzeczy, ja jakoś wyjątkowo długo grzebałam się z wyjściem i zostałam sama z prowadzącym spotkanie. Zaczęliśmy sobie rozmawiać i oczywiście natychmiast zakochałam się w nim, taki mi się wydał interesujący. Ach, co za pierdoły!
Wszystko można jakoś wytłumaczyć. Rybki w żyłach to pewnie ciążą - mały organizm żyjący w moim ciele.
Zamknięte pomieszczenia - chyba wariuję od tego siedzenia w domu. Koty w pudełkach to wiadomo. Mój kot ma takie pudełko, w którym śpi. Zakochanie się w animatorze - brak seksu, flirtu, damsko-męskich napięć. Dusza za tym tęskni, a ciało mówi: "a daj mi święty spokój, chce mi się rzygać".

by jaskrawa
06.10.2010; 10:05
komentuj(11)

chyba będę żyła


Tamten tydzień był koszmarem. Na szczęście jest lepiej. Najważniejsze, że jem, a to, co zjadam, przechodzi dalej i nie wraca. Nadal mdli, ale jakoś to znoszę.
Hitem ostatnich dni są - uwaga - pierogi z mięsem oraz bananowa kaszka dla niemowląt.
To wcale nie znaczy, że porzucam wegetarianizm, po prostu chwilowo udzieliłam sobie małej dyspensy. Nie jem żadnego innego mięsa (na myśl o mięsie lub o rybie dostaję torsji), interesuje mnie jedynie gotowana wołowina w postaci farszu w pierogach. Nic na to nie poradzę.
Daję sobie czas do środy (włącznie!) na lenistwo, muszę trochę odreagować. Poczytam, polenię się. W czwartek dłubanina przy pracy i nie ma wykrętów. No chyba, że znowu zacznę rzygać non stop.

Taką moją donikąd prowadzącą refleksją się z Wami podzielę. W święta mam zostać matką chrzestną dziecka mojej siostry. Nie mogę tego wszystkiego ogarnąć moim małym rozumkiem, jak "agnostyczko-buddystka" (obecnie niepraktykująca zbyt regularnie), ma przysięgać przed księdzem, że będzie pomagać wychowywać młodego w wierze katolickiej. Przecież to nieprawda, bo ja, o ile nie mam nic przeciwko katolikom (kilkoro z nich to moja rodzina i przyjaciele, kocham ich i szanuję ich wiarę), nie będę przecież wmawiać żadnemu dziecku, że powinno wierzyć w coś, w co ja wierzyć nie bardzo potrafię. Nie potrafię również (i chyba nie chcę) odmówić mojej siostrze, która doskonale zna sytuację, sama do kościoła nie chodzi (jej konkubent również nie), a dziecko chrzci, gdyż ponieważ albowiem jednak zatem tak.
Ostatnio o tym troszkę rozmawiałyśmy i zapytała mnie, czy chcę, czy mogę, a potem wymieniłyśmy porozumiewawcze spojrzenie, ona wie, ja wiem, obie wiemy, że wiemy. Chyba obie boimy się w tym problemie gmerać, a raczej nam się nie chce, przerabiałyśmy to milion razy.
Skrajny, zbiorowy, polski "religijny konformizm". Żyjemy z nim jak z niezdrowym schabowym, jak z wódką przy wigilii, jak z pośpiesznym, bezrefleksyjnym ojczenasz przy święceniu jajek. Gdyby nas ktoś zapytał, dlaczego, to odpowiadamy "no wie pan, tak to już jest, no". Odcinam się od tego i swojego dziecka nie ochrzczę.
Ale tu sprawa dotyczy kogoś innego, a ja mam okazać jedynie dobrą wolę. Zatem niech będzie, zostanę sponsorką gwiazdkowych i urodzinowych prezentów mojego ślicznego siostrzeńca, bo i tak wszystko do tego się sprowadza. I postaram się, jak już zacznie kumać bazę, opowiedzieć mu jak ja to wszystko widzę, co to jest subiektywna ocena i co dla mnie znaczy być dobrym człowiekiem. To ten, amen.

EDIT: Zaczęłam czytać teraz o chrztach i ogarnęły mnie wątpliwości. Przecież to nieuczciwe jak cholera. I nie wiem, co zrobię. Co byśta zrobili? Ogłaszam sondę.

by jaskrawa
11.10.2010; 14:11
komentuj(9)

...


Dzięki za Wasze opinie w sprawie chrztu. I tak - dla mnie to nie jest zabawa ani też okazja do czynienia sobie dyspens. Nie umiem w takich sprawach się wyluzować. Raczej odmówię. Z siostrą już rozmawiałam.
Nadal czuję się kiepsko, minęło Rzyganie Totalne, ale nadal są Totalne Mdłości, które nie ustępują nawet na moment, co kompletnie pozbawia mnie przyjemności jedzenia i robienia czegokolwiek. Za parę dni minie miesiąc, od kiedy się tak czuję, bez dnia przerwy. Zmęczona jestem, psychicznie i fizycznie. Nawet płakać mi się nie chce. Śpię po 14 godzin na dobę, bo gdy śpię, nic nie czuję, czytanie jest męczące, mdli mnie od literek, od komputera, od spania, od niespania, najbardziej od zapachu jedzenia. Gdy otwieram lodówkę, staram się nie oddychać.
Wszystko stało się bez sensu.

by jaskrawa
15.10.2010; 11:48
komentuj(4)

a może już?


Słuchajcie, bardzo dziękuję tym wszystkim, którzy mnie odwiedzili, za to, że mnie odwiedzili. I w ogóle za troskę, jesteście dobrzy, mądrzy i piękni. Przy następnej ciąży też Was zaproszę. Trochę szkoda, że nie urodzę teraz bliźniaków, byłoby z głowy, urodziłabym i mogłabym iść do weterynarza wysterylizować się. 200 zł i po sprawie.
Co ja gadam? Przepraszam. Ale sami rozumiecie, trochę zwariowałam.
Wczoraj nawet mnie odwiedziła miła sąsiadka z synkiem - niemowlakiem, który wygląda jak mały kosmita ze startreka. Ale to oznacza, że bardzo ładnie i ma takie niesamowite ciemne oczka. Love wszystkie młode ssaki. Może właśnie to mnie uzdrowiło, bo gdy przyszła, to czułam się jeszcze kiepsko, a gdy tak siedziała sobie z tym małym to było mi coraz lepiej, lepiej, lepiej.
Nawet zrobiłam sałatkę, pozmywałam kilka garów. To już coś, chociaż prawie nic, to jednak. Dzisiaj też źle nie jest.
Przyszła wczoraj do skrzynki jedna mądra książka, czytam se i tuninguję Gniota. Wpierdalam migdały, może one też pomogły? Nie wiem, ale na pewno się starały. I herbata z cytryną i sokiem malinowym, taka kwaskowa, polecam. Bluemauritius chyba pisał ostatnio, że takową pije, postanowiłam go
bezwstydnie splagiatować, ukraść mu pomysł, wychlać herbatę i podle
napisać o tym na blogusiu.
Z chrztem już jasne, że nie ja. Nawet mnie mamuś moja poparła, że dobrze robię.

by jaskrawa
20.10.2010; 10:10
komentuj(16)


Zawsze sobie obiecuję, że nie zamówię już nigdy obrzydliwej pizzy na telefon. A potem jestem głodna i zamawiam. I jest obrzydliwa, jak zawsze.
Nie polecam.
Ostatnio codziennie robię Domowe Obiadki, a dzisiaj już kompletnie nie wiedziałam, co by tu.
Polecam za to całodobowe centrum stomatologii. Jeśli kiedykolwiek ząb Was rozboli, a będziecie w Warszawie lub gdzieś w pobliżu,
nie wahajcie się do nich zajrzeć o każdej porze dnia i nocy. Pojechałam
zestresowana, a już na fotelu wiedziałam, że niepotrzebnie. Chyba
wyszłam na wariatkę, po skończonej "operacji" zaczęłam pani prawić
komplementy i wychwalać pod niebiosa.
Czeka mnie żywot kury. Nie przeraża mnie to ani trochę. Nie tęsknię za pracą, za całym tym bajzlem, za stresem i pośpiechem. Może trochę brakuje mi ludzi. Muszę na nowo się nauczyć przebywać sama znaczną część dnia, zacząć robić to, na co nie miałam czasu (a ostatnio sił) do tej pory.
Wszyscy piszą na blogach o Johnie F. Se myślę, kurwa, jakoś nigdy faceta nie zauważałam (poza lubieniem RHCP, ale przecież nie gra tam pierwszych skrzypiec), a może on rzeczywiście taki świetny? Posłuchałam i co? Nic. No ładnie gra, ale wokal nie powoduje, że mi włoski na rękach stają dęba. Nic mi nie staje, że tak się wyrażę wulgarnie.
Ja muzykę od dawna kocham tylko czasem.
Zamówiliśmy płytę z Mozartem dla dziecka. Za miesiąc dziecko będzie już mogło słyszeć to co na zewnątrz, trzeba się zatem podobno katować Mozartem. Dobra, mogę. Mozart przecież wspaniały.
Ale i tak ukradkiem będę mu puszczać stare Alice In Chains i nieodżałowany głos Layne'a Staleya, niech Młode poczuje swojej mamy ukochane lata dziewięćdziesiąte.

by jaskrawa
26.10.2010; 14:29
komentuj(5)

to się dzieje naprawdę


Bylim wczoraj na usg. Drugie już, ale dopiero wczoraj mogliśmy po raz pierwszy zobaczyć Coś Konkretnego.
Zobaczyliśmy. Jest tam, wierci się, pływa sobie. Ma nóżki i rączki, tyle ile trzeba. Śmiać mi się chce z radości i nieustannego zdziwienia.

EDIT: Jakby ktoś nie wiedział, co zrobić na obiad, to zapraszam na blog gary.ownlog.com - adres będzie też w linkach obok.
Wpisuję tam przepisy na to, co ja akurat robię na obiad. Czasem pewnie będą to potrawy, które już znacie, bez moich modyfikacji, a czasem moje wersje czegoś tam lub (pewnie rzadziej) zupełnie nowe rzeczy, które sama wymyślam.
Bloga założyłam, ponieważ potrzebowałam "notatnika". Nie będzie tam raczej niczego wyjątkowego ani też luksusowego. Po prostu od niedawna jestem kurą domową, codzienne wymyślanie obiadu nie jest wcale łatwe, a mając bloga łatwiej będzie mi wrócić do moich ulubionych propozycji. Zresztą, jakiś czas temu sporo gotowałam, wymyśliłam też kilka chyba smacznych rzeczy, a teraz za cholerę nie pamiętam, co to było i żałuję, że wtedy nie notowałam.
A poza tym może komuś się coś przyda.
Na razie wrzuciłam tylko 3 przepisy, ale pewnie w ciągu najbliższego roku trochę się uzbiera...

by jaskrawa
27.10.2010; 09:30
komentuj(20)

księga skarg i zażaleń

Nienarzucająca się autoreklama ;) :

jaskrawa matka - czyli - dzieciory.pl

archiwum bloga:

2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Linki

mój stary blog czyli archiwum
ownlogowanie
agatka
agrest
cristoforo
kamyk
donpepego
euridice
marecki
rit
rosa
takijeden
volver
rzutnik

Załóż bloga


Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl