podsumowanie


Rok, który wczoraj łaskawie się skończył, był trochę nudny. Chyba dojrzałam, bo potrafię już docenić brak przełomowych wydarzeń i wielkich emocji. Umiem cieszyć się z faktu, że nie zdarzyła się żadna tragedia, jesteśmy w miarę zdrowi (moje ostatnie zdrowotne problemy to przecież pestka w porównaniu z tymi, z jakimi muszą się zmagać niektórzy ludzie), dziecko nam rośnie jak pączek na drożdżach. Kupiliśmy działkę, planujemy wiosną zacząć budować naszą chałupę. Jest dobrze.
Rozliczenie z postanowień zeszłorocznych:
- zrobić to cholerne prawko (jeśli mamy mieszkać na Zadupiu to nie ma innej opcji) - udało się!
- nie krzyczeć - nie udało się, chociaż jest coraz lepiej.
- zmieścić się z rachunkiem telefonicznym w 120 zł - cóż, kilka razy się nie udało, ale teraz w końcu mam ryczałt, więc jestem uratowana!
Udało mi się też zacząć to, co postanawiałam sobie już we wcześniejszych latach. Zaczęłam w końcu pisać. Mam za sobą nawet jeden mały sukcesik - trzecie miejsce w konkursie literackim pewnego miesięcznika. Pracuję nad kolejnymi tekstami. Przednia zabawa. I wiele pracy przede mną.

Postanowień na kolejny rok nie czynię, bo realizacja najważniejszych punktów planu na życie tylko częściowo będzie zależała ode mnie.
Szczęśliwego Nowego Roku!

by jaskrawa
01.01.2013; 11:03
komentuj(5)

a jednak szkoda


Koniec z cycko-karmieniem. Ponieważ jestem w trakcie diagnozowania Straszliwego Choróbska (nadal nie wiem, co mi, ale coś mi na pewno), wykorzystuję ten czas (przed rozpoczęciem brania dragów) na pożegnanie Marysi z cyckiem. Jeszcze dziś wieczorem lub nad ranem może ją nakarmię, zobaczymy. Pokarm nie zanika tak z dnia na dzień, to wszystko odbywa się stopniowo.
Kurde, nie mam sobie nic do zarzucenia. Dwadzieścia miesięcy (bez kilku dni). Chyba starczy, nie?
A jednak trochę mi smutno. Widok tej małej panieneczki, z błogą miną jedzącej mleczko prosto-od-matki, na zawsze pozostanie dla mnie bezcennym.
Coś się kończy, coś się zaczyna.
by jaskrawa
07.01.2013; 20:09
komentuj(3)

i po wszystkim


Poszło łatwiej, niż myślałam. Spodziewałam się jakiegoś hardkoru, dwóch tygodni wycia i błagania o "cici", ale nic takiego nie nastąpiło. Owszem, czasem próbuje się do mnie dobrać, ale łatwo jest odwrócić jej uwagę.
Teraz mogę iść się nawalić.
Oczywiście i tak nie mam na to specjalnej ochoty. Jednak świadomość, że ma się zezwolenie na towarzyskiego petka, kieliszek wina czy nawet trzy, jest doprawdy przyjemna. Muszę przyznać, że nawet się cieszę, że mam Straszliwe Choróbsko. Gdyby go nie było, być może już czekalibyśmy na narodziny kolejnego bachora. A tak mam przymusową przerwę w produkcji. Hulaj dusza!

Bylim wczoraj na Hobbicie. Fajne, chociaż dupy nie urywa. Miejscami nawet nudnawe. Może to dlatego, że bajkowy świat z głowy Petera J. już trochę się opatrzył po trzech częściach Władcy Pierdzieli i te nowozelandzkie krajobrazy, chwytane przez kamerę sposób przyprawiający o zawrót głowy, już nie są dla nas niczym (tak bardzo) niezwykłym.
Ogólnie - dobrze się ogląda i ten film chyba nie mógłby być lepszy.
by jaskrawa
10.01.2013; 13:55
komentuj(5)

blog zdycha


Marecki ostatnio uświadomił mi, że mój blog zdycha. A raczej powinnam powiedzieć - przypomniał.
Bo to prawda. Blog zdycha.
Nie wiem, czy mogę jeszcze cokolwiek dla niego zrobić. Resuscytacja nie powiodła się.
Albo samo toto się wyliże albo do uśpienia.
To trochę jak z kotem.

Apropos kotów - Diablo wkurwia mnie tak bardzo, że mam ochotę ją zabić siekierą. Nie wiem, może się starzeje. Wstaje o czwartej rano i drapie w szafę. Jak tu się cieszyć z pierwszych od ponad półtora roku przespanych w całości nocy? Cóż, nadal nie są przespane. Przez kota.
Zanim zasnę, mniej więcej ok. 23.30 też drapie. Zawsze wybiera ten moment, gdy już niemal odpływam. A potem stężenie gniewu w żyłach jest zbyt duże, bym mogła znowu zasnąć.
Macie na to jakiś sposób?
by jaskrawa
23.01.2013; 14:22
komentuj(8)

weekend


Ostatni weekend był wyjątkowy! Kapitan z Młodą wyjechali. Odstawienie od cyca zaczyna się opłacać.
Było wspaniale. Mogłam czytać, pisać, leżeć, spać, siedzieć. Wszystko.
W dodatku mogłam spokojnie zobaczyć się z Sorrym Gregorym i omówić rozmaite sprawy formalne. Nadal istnieje stowarzyszenie, do którego należę od tamtych pokręconych czasów. Co gorsza (lepsza?) spada na mnie większość jego papierowej części, bo Sorry Gregory wyjeżdża na dłużej. Na szczęście to tylko papiery i niemal zero pracy z nimi.
Ucieszyła mnie ta wiadomość o jego wyjeździe. Istnieje poważna szansa, że nie wróci. Już bardziej pozmiatane to wszystko być nie może. Zwłaszcza, że nasza ostatnia rozmowa pozwoliła postawić kropkę nad i. Obgadać jakieś wątpliwości, zmyć wyrzuty sumienia, które gdzieś w nas ciągle krążyły.

W pracy (do której nadal nie chodzę, od ponad dwóch lat) - totalna żenada. Szefowa pozbawiła mnie jakichkolwiek złudzeń, że bycie lojalną i uczciwą wobec niej ma jakikolwiek sens. Aż mi się przykro zrobiło. Szkoda.
by jaskrawa
28.01.2013; 16:19
komentuj(6)

księga skarg i zażaleń

Nienarzucająca się autoreklama ;) :

jaskrawa matka - czyli - dzieciory.pl

archiwum bloga:

2018
2017
2016
2015
2014
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Linki

mój stary blog czyli archiwum
ownlogowanie
agatka
agrest
cristoforo
kamyk
donpepego
euridice
marecki
rit
rosa
takijeden
volver
rzutnik

Załóż bloga


Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl