noworoczne postanowienia


Wiecie co? Po przemyśleniu sprawy doszłam do wniosku, że mam w dupie noworoczne postanowienia. Przecież to i tak nie działa. Zapominam o nich najpóźniej 3 stycznia.
Albo nie. Mam jedno postanowienie: Robić swoje.
Czeka mnie rok inny niż jakikolwiek do tej pory, więc co ja w ogóle mogę postanowić?
Na pewno mam jeszcze parę miesięcy na dokończenie rozgrzebanych spraw typu prawko i obrona, a później to już będzie rockandrollowa jazda bez trzymanki.

A hasłem minionego roku ogłaszam tekst "przypuszczam, że wątpię", zaczerpnięty z przeróbki pt. Moda na suknie.

by jaskrawa
01.01.2011; 22:03
komentuj(11)

guzik prawda, że "lubię to"


Kilogramy mandarynek zjadam.
Fantastyczny wieczór wczoraj spędziliśmy. O ile spotkanie się na żywo w przytulnej knajpce jest lepsze, niż jakiś fejs-zbuk!
Najbardziej irytuje mnie to wszędobylskie "bądź pierwszym znajomym (tu pytanie - czyim?), który to lubi". Albo "20 znajomych to lubi".
Ręce opadają. Kto to tłumaczył?
Jakoś można tego fejs-zbuka przełknąć pod artykułami z dziedziny rozrywki, ale pod newsem o, dajmy na to, katastrofie lotniczej? Bądź pierwszym znajomym, który lubi katastrofy? Najbardziej zadziwiające jest to, że TO pojawia się dosłownie wszędzie (nawet na całkiem poważnych portalach), a nikt nie pomyślał, żeby to jakoś skorygować, dostosować do języka polskiego, cokolwiek. 
Rozumiem, że fejs-zbuk może być dobrą rozrywką, sposobem na przekazanie informacji, ale... nie chcę się w to pakować, nie chcę spędzać więcej czasu w wirtualnym świecie. Trochę się boję, że za kilka lat e-mail nie wystarczy, będzie trzeba mieć konto na portalu społecznościowym, żeby nie być wykluczonym poza nawias społeczeństwa. Jak teraz ludzie bez telefonów komórkowych. W ten sposób wmawiają nam, że pewne rzeczy są mi potrzebne, podczas, gdy wcale nie są. Jeśli ktoś chce mi przekazać info o ciekawym artykule czy wydarzeniu, może wysłać mi link mailem, czy to takie czasochłonne?
To trochę tak jak z manicure'em. Słyszałam kiedyś, że absolutnie niedopuszczalne jest obcinanie paznokci cążkami, bo to powoduje ich pękanie i osłabienie. Paznokcie należy piłować lub przycinać, najlepiej, jeśli zrobi to profesjonalista. Cóż, ja całe życie obcinam paznokcie na krótko cążkami, jakoś nie czuję się z tego powodu nieszczęśliwa. Wprost przeciwnie, rzekłabym. Parę złotych oszczędzonych na kosmetyczce wolę wydać na coś innego, na przykład kilo mandarynek (nie chodzi mi o to, że powinniśmy się ubrać w worki po ziemniakach i mieć w dupie to jak wyglądamy).
Postanowiłam (noworocznie, ma się rozumieć) spędzać mniej czasu w necie. Przed kompem - owszem. Mam w końcu kilka rzeczy do napisania. Net? Kilka ulubionych blogów, wiadomości, poczta i klik, zamykamy okienko. A ja wpadłam w jakąś czarną dziurę nadmiaru czasu, jakby był dobrem nieskończonym. A przecież nie jest.

by jaskrawa
04.01.2011; 15:28
komentuj(11)

po usb


Dziewczynka!
Popłakałam się. Ze szczęścia.
Teraz można lecieć z imionami! Ma być krótkie, w miarę międzynarodowe (czyli np. Zdzisława odpada), uniwersalne, ładne, nie za słodkie, nie za gorzkie.

Edit: Zapomniałam dodać, że ma być polskie. Polskie, ale takie, które w innym języku da się też wymówić w miarę łatwo.
Kto wygra konkurs i znajdzie imię, które zaakceptujemy, będzie w nagrodę dostawał dziecko co roku na dwa tygodnie wakacji! Ha ha ha! 

by jaskrawa
07.01.2011; 20:26
komentuj(41)

już mnie niech nikt nie pyta, kiedy...


Poszłam se wczoraj do BN (między Świętami a Sylwestrem była zamknięta, potem musiałam w końcu jechać do Łodzi i tak się o, zeszło), dźwigając na plecach cholerny komputer. Po odbyciu przeprawy przez odprawę, foliowe torebki i wyciąganie całej intymności z plecaka, dobrnęłam wreszcie do katalogów.
To jest ostatnia potrzebna mi książka, z której mam koniecznie dopisać jeden rozdział Gniota.
Nie mogąc nic znaleźć (w necie było), zapytałam pani w informacji, gdzie moja książka. Okazało się, że wcale nie jest dostępna, jeno mają mikrofilm.
Myślałam, że się przewrócę.
Pani jednak była bardzo miła i pedziała, że książkę można wypożyczyć do domu w wypożyczalni w Ursusie (na Ursusie?) lub na Bielanach. Ekstra.
Dzwonię dzisiaj do Ursusa, owszem, książka jest, ale ino w czytelni. Do domu można ją wypożyczyć jeno na weekend, czyli najwcześniej w piątek. Dziś wtorek. Znowu nic nie zrobię do weekendu, a weekend mam częściowo zajęty przez kolejne chrzciny. Czyli raczej też nie zdążę i sprawa przeciągnie się do kolejnego weekendu.
Jeżdżenie codziennie z laptopem do Ursusa odpada, bo za ciężko mi obecnie. Wczoraj miałam próbkę.
Na Bielanach książki już nie ma, pojechała do Mediateki. Pojawi się tam za miesiąc...
Zatem do piątkowej wyprawy do Ursusa mogę sobie bimbać dalej, płacz i zgrzytanie zębów. Nie pytajcie mnie proszę, dlaczego tego jeszcze nie napisałam.
Książki kupić też się nie da nigdzie, przynajmniej nigdzie w necie nie ma żadnej informacji. Może leży zagrzebana w jakimś off-line antykwariacie gdzieś w Gorzowie Wielkopolskim, o czym nigdy się nie dowiem.
Aha, jeśli ktoś z Was ma możliwość wypożyczania do domu książek w BUW, to byłabym bardzo wdzięczna i proszę o kontakt.

by jaskrawa
11.01.2011; 10:56
komentuj(15)

hobby


Mam taką słabość. Uwielbiam oglądać słabe filmy z Nicholasem Cage'em! Wczoraj znowu kolejny i nie zawiodłam się! Nicholas Cage znowu grał samego siebie. Są aktorzy, którzy grają różne role i za każdym razem posługują się innymi środkami wyrazu, adekwatnymi do scenariusza i charakteru postaci. A Nicholas należy do tej samej grupy co Chuck Norris. Chuck Norris zawsze może grać tylko Chucka Norrisa. Bruce Willis zawsze gra Bruce'a Willisa (z małymi wyjątkami). Nikt nie jest rozczarowany.

Wczoraj musiałam na moment do roboty zajrzeć. W robocie ta sama stara bida. Ktoś mi mówi, że nie wyrabia już psychicznie, ktoś inny, że nie wie, czy doczeka mojego powrotu. Gdy wchodzę do pokoju, w którym pracuję (pracowałam), widzę biurka dosłownie zawalone papierami i chaosem. Czas na ogarnięcie tego wszystkiego został stamtąd jakoś próżniowo wyssany. Czy jakoś.

Dziś po obiadku jadę zapisać się na egzamin, a teraz, korzystając z tego, że do jutra mam wolne, wracam do pisania.

by jaskrawa
13.01.2011; 09:25
komentuj(21)

szybka notka


Spać nie mogę po nocach. Znowu mi przyszedł gigantyczny rachunek telefoniczny. Chyba go, kurwa, nie zapłacę. Niech mi telefon odetną. Jak przez miesiąc nie będę mogła dzwonić, to może się odkuję.
Jestem Jaskrawa i jestem uzależniona od rozmawiania przez telefon.

Dzisiaj zdaję teorię. Nie zdać praktyki to żaden dyshonor, nie zdać teorii to chyba obciach i smród.

Na chrzcinach byliśmy w weekend. Kolejnych. Dobre jedzenie, rodzinnie dość było. Jednego jestem pewna - nie.

A w sobotę koncert, na który wpadliśmy i wypadliśmy. To niesamowite, że ta szajka jeszcze się zbiera przy takich okazjach.

Dobrze jest być w ciąży. Jakby ktoś się zastanawiał - ciąża jest przyjemna. Fizycznie może mniej, ale czuję, że mój umysł jest bardzo zadowolony. Intymne wyznanie: budzę się rano i gdy czuję ruch Młodej w środku, to ogarnia mnie błogość. Coś trochę podobnego do uczucia, które nas ogarnia w te poranki, gdy wiemy, że tego samego dnia czeka nas coś przyjemnego. Na przykład wycieczka szkolna. Albo wyjazd na wakacje. Albo to jest trochę jak w te poranki, gdy się człowiek poprzedniego dnia dowiedział, że się zakochał z wzajemnością i Wszystko Będzie Dobrze. Podobnie czułam się też, gdy byłam dzieckiem i nadchodziły Święta. Wszystkie prezenty otrzymane w Wigilię ustawiałam sobie blisko łóżka, by je zobaczyć po przebudzeniu.
Albo gdy mama zgodziła się, abyśmy sprawili sobie psa! Budziłam się rano, a obok mnie spała taka mała, czarna, śliczna pieska, którą można było przytulać w nieskończoność.
No to teraz to samo, mniej więcej. Wiercące się gdzieś blisko, we mnie (!) szczęście, które przyszło nie wiadomo skąd.
Tylko, że takie poranki zdarzają się tak rzadko, a ja mam je przez kilka miesięcy codziennie. Warto żyć dla tych chwil.
Oczywiście doskonale wiem, że za kilka miesięcy poranki zamienią się w koszmar niedospania, ale przecież to jeszcze nie nadeszło.
To tyle, chciałam to opisać, bo we mnie siedzi.

Wracam do testów.

Edit: Zdałam teorię, bezbłędnie. Cóż, pikuś, niespodzianek nie ma, skoro ma się skończoną ilość pytań do opanowania. Praktyka trzeciego lu.
To dopiero będzie Jazda.

Edit 2: Przyszła właśnie pocztą książka. A wypożyczyła ją specjalnie dla mnie Dobra, Piękna i Mądra Ri. Niech żyje! Niech żyje! Niech żyje!
Przy okazji jeszcze raz dziękuję też Zosi za próbę wypożyczenia jej w BUW (zwłaszcza gdy wiem, jakie przygody straszliwe miała po drodze).

by jaskrawa
18.01.2011; 11:18
komentuj(4)

boli cię kręgosłup?


Posiedź se trochę w pozycji lotosu, od razu ulga.
Ciekawe, co powie w środę ortopeda. Może to samo.

by jaskrawa
20.01.2011; 19:31
komentuj(30)


Czy ja mogę w góry jechać? Zastanawiam się dlaczegóż by nie? Gdzieś za miesiąc.
Wczoraj tak ładnie napadało. Dzisiaj zobaczyłam ten puszysty śnieg i się mi zamarzyło. Wszystko gra, brzuch rośnie dość powoli (mimo że Młoda rośnie zupełnie w normie), nie mam żadnych skurczów. Na wsiach kobity w polu robiły aż do porodu!
Tym razem wyjazd byłby Naprawdę całkowicie wypoczynkowy i bez Zawratu.

by jaskrawa
23.01.2011; 13:02
komentuj(12)

dzień zły


Zły dzień. Zaczął się już wczoraj w nocy, bo nie mogłam zasnąć.
Wstałam niewyspana. Jazdy szły źle. Nie umiem parkować, nie umiem myśleć. Jestem głupia jak cholewka od buta z lewej nogi. Tej bardziej lewej.
Wróciłam, po obiedzie poczułam się też źle. Jakoś słabo.
Po obiedzie próbowałam odespać noc. Nie wyszło. Nie mogłam zasnąć.
Próbowałam pisać. Też nie wyszło, bo byłam niewyspana.
Potem pojechałam do lekarza orto. Lekarz popatrzył, pokręcił moimi nogami we wszystkie strony, powiedział, że nie może mnie skierować na rtg bo wiadomo (wiadomo nawet od dawna), zalecił basen i skierował na "instruktażowe spotkanie" z rehabilitantem. Tak czy owak powiedział, że skoro boli mnie dopiero teraz (w trakcie), to pewnie tak samo przejdzie, jak już będzie po. Też tak myślę.
Tak między Bogiem a prawdą (czyli cholera wie gdzie), to kilka dni temu już mi prawie przeszło (od lotosu chyba, bo od czego?). Ale tego mu nie powiedziałam. Jakoś było mi głupio powiedzieć "panie doktorze, tak naprawdę to już prawie w ogóle mnie nie boli, ale przyszłam, bo zawsze może zacząć, nie?".
Poza tym poszłam, bo miałam wyrzuty sumienia wobec siebie. Tydzień czy dwa temu bolało naprawdę bardzo. Zwłaszcza rano. Wstawanie z krzesła czy łóżka. Nie mogłam dłużej tego zaniedbywać i nie jest moją winą, że prawie przeszło.
No, ale na spotkanie z rehabilitacją to pójdę, bo i tak jednorazowe, pokażą mi przynajmniej jakieś ćwiczenia, będę miała na wszelki wypadek, gdyby wróciło.
Po powrocie czekałam na Mojego Cholernego Najlepszego Przyjaciela, więc już nic nie zrobiłam. A ten w końcu nie przyjechał, bo tak się jakoś poukładało.
Do szkoły rodzenia znowu się nie dodzwoniłam! Muszę się zapisać do szkoły rodzenia, bo przecież bez tego nie urodzę. I co wtedy z nami będzie? Lepiej jutro pójdę tam własnoręcznie.
Bleeee, jakiś głupi dzień.

by jaskrawa
26.01.2011; 22:29
komentuj(6)

nie śpię, czuwam


Dziecko się wierci i spać nie mogę. Najwspanialsze jest jednak to, że nie potrafię się na nią gniewać, irytować. Już teraz, mimo, że przecież jeszcze jej nie widziałam. Nie myślę sobie mimowolnie "co za dziecko, mogłoby zasnąć". Czuję raczej jakąś wdzięczność, że daje znać o sobie, że nie muszę się martwić, czy nic jej nie jest. Czuję coś, co wywołuje potrzebę objęcia tego brzucha, przytulenia go do siebie i zapytania "czemu nie śpisz, kochana, może ci niewygodnie, może powinnam zmienić pozycję?".
Będę musiała być w tym wszystkim bardzo przytomna, żeby samej sobie nie pozwolić się zepchnąć do roli Matki-Polki, która poświęca całe życie dziecku. Czytałam niedawno taką wypowiedź na jakimś tam forum. Kobieta pisze, że dziecko jest dla niej takim skarbem, że wszystko inne przestało być ważne. Nawet małżonek już się dla niej nie liczy. W zasadzie to mógłby odejść, a ona nawet by się tym nie przejęła, bo dziecko jest całym światem.
Zgroza. Tak się chyba rodzą toksyczne matki.
Śmiać mi się chce z siebie. Ze wzruszania się byle czym. Poza tym czuję się taka niedorosła. A tu trzeba będzie dorosnąć w ciągu kilku dni. No dobra, jakoś to będzie. Jestem niewiarygodnie szczęśliwa, że tak to się wszystko poukładało. Zawsze byłam zdania, że to, co wychodzi samo, spontanicznie, niezaplanowane, wychodzi najlepiej.

by jaskrawa
28.01.2011; 11:18
komentuj(5)

księga skarg i zażaleń

Nienarzucająca się autoreklama ;) :

jaskrawa matka - czyli - dzieciory.pl

archiwum bloga:

2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Linki

mój stary blog czyli archiwum
ownlogowanie
agatka
agrest
cristoforo
kamyk
donpepego
euridice
marecki
rit
rosa
takijeden
volver
rzutnik

Załóż bloga


Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl